Cukier, wszędzie cukier


Sklep spożywczy. Pierwszy lepszy z brzegu. Przechadzasz się alejkami i trafiasz na półki z asortymentem dla dzieci. Do wyboru do koloru. Dosładzane soczki, napoje, kaszki, deserki i ciastka. Zerkasz na ofertę gotowych obiadków, cukru w nich nie ma, ale po co do Spaghetti producent dodaje sok winogronowy? Ano po to, żeby danie było smaczniejsze, słodsze, bardziej uzależniające. Cukier za młodu, oznacza cukier w diecie później i zawsze.

Kiedy zaczęłam rozszerzać dietę Małego Misia zależało mi, by jadł jak najmniej przetworzone posiłki. Wybierałam soki i kaszki bez cukru. Okazuje się jednak, że zdobycie takich produktów wcale nie jest łatwe. Półki sklepowe uginają się pod kaszkami, ale w 9/10 w składzie jest cukier. Kiedy pojechałam z Igorem do babci, która mieszka w małej miejscowości pod Sieradzem i skończyła się kaszka, okazało się, że tylko w jednym sklepie udało nam się znaleźć kaszkę bez cukru. Wyboru nie było - dostępny był jeden smak. Panie ekspedientki robiły wielkie oczy na moje poszukiwania kaszki bez dosładzaczy. Na szczęście dostępna była zwykła kaszka manna lub owsiane płatki górskie. Miś bardzo je lubi z jabłkami, cynamonem i bananami. Nie było więc dużego problemu. Jednak skoro wyboru w sklepach nie ma, a asortyment dosładzany jest, to znaczy, że i rynek zbytu jest.

I ktoś może puknąć się w czoło i powiedzieć o co to wielkie halo? Jak raz zje tę słodką kaszkę, to mu żołądka nie wypali. Raz czy dwa, a może i więcej jadł taką kaszkę i nic mu nie jest. Mogłoby jednak coś być gdyby między posiłkami popijał dosładzanym soczkiem, przegryzał ciasteczka, a na podwieczorek czy śniadanie jadł słodką kaszkę lub danonki. Zapewne w każdym posiłku otrzymywałby wysoką dawkę cukru. Więc teraz ja się pytam po co? Dlaczego w deserach owocowych (ekologicznych) w składzie jest cukier? Czy morele są same w sobie za mało słodkie? Po co niemowlę, czy nawet małe dziecko ma w każdym posiłku otrzymywać słodzony cukrem, czy innym syropem syf.

Otyłe dzieci nie są słodkie

Tymczasem WHO apeluje: "W Europejskim Regionie WHO nadwaga jest najpowszechniej występującym problemem zdrowotnym wieku dziecięcego. Obecnie około 20% dzieci ma nadmierną masę ciała, a jedna trzecia z nich to dzieci otyłe. Szacuje się, że do roku 2010 jedno dziecko na dziesięć będzie otyłe. U dzieci otyłych występuje znacznie wyższe ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, problemów ze snem, jak również problemów psychospołecznych. Najbardziej jednak niepokoi to, że najprawdopodobniej dzieci te pozostaną otyłe także po osiągnięciu dorosłości i będą miały zwiększone ryzyko zachorowania na choroby prowadzące do obniżenia jakości i długości ich życia." (źródło

Od pierwszych dni rozszerzania diety tłumaczyłam też otoczeniu - dziadkom, ciociom i znajomym dlaczego miś nie je słodkich rzeczy. Na początku nie każdy rozumiał, babcia nawet próbowała przemycać młodemu słodkie bułeczki między posiłkami. Kiedy odmówił zjedzenia obiadu (przecież najadł się już bułą) babcia zrozumiała, że to nie ma sensu. Lepiej gdy je normalne posiłki, a na deser spróbuje od nas domowej roboty rogalika. To mu w zupełności wystarczy.

Nie jestem jakimś eko-nazi. Uważam, że wszystko jest dla ludzi. Miś chapsnie czasem od nas kawałek ciasta czy innego deseru, jednak o ich codziennym jedzeniu i wciskaniu nie ma mowy. Z resztą jest mnóstwo naturalnie słodkich posiłków - owsianka, pankejki z owocami, koktajle owocowe. To też są desery! Wiem, że później będzie z tym nieszczęsnymi słodyczami batalia i pewnie będzie tak już zawsze. Trudno. Wolę toczyć tą batalię ze słodyczami teraz niż w przyszłości z cukrzycą czy otyłością mojego dziecka. 

21 komentarzy:

  1. Nie cierpię dosładzania posiłków dla dzieci! Po co skoro nie znają takiej potrzeby?
    Jak słyszę "no dodaj mu trochę cukru będzie smaczniejsze" to mam ochotę trzasnąć drzwiami i wyjść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie lubię, dlatego zawsze tłumaczę, tłumaczę i jeszcze raz tłumaczę...

      Usuń
  2. Tez jestem za, nie wprowadzaniem dzieciom dużych ilości cukru. Mój 2,5 letni synek do tej pory w zasadzie nie zna smaku czekolady i jakoś z tym jest mu dobrze. On nie woła a ja mu nie wmuszam i nie daję na siłę. Uważam, że czym później pozna te smaki to tylko lepiej dla niego.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekolada podobno silnie uczula, więc lepiej podać ją trochę później. Mój syn jeszcze nie próbował, choć pewnie odrobinę do spróbowania dostanie, ale na pewno nie do jedzenia czy regularnego podjadania.

      Usuń
  3. Tak trzymać! Ja też nie daję nic z cukrem. Staram się jak mogę. Kaszki gotuję sama, jogurty i serki też robię sama. Można? można:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo popieram tą teorie... w rodzinie mam duże rozbieżności wagowe wśród dzieci w tych samych rocznikach... ale gdy widzisz dziecko 3 letnie o wadze 30kg to zastanawiasz się czy matka na pewno jest ok? Tak jest... niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko jedyna... 30 kg?! Przecież to krzywda dla tego maleństwa :(

      Usuń
  5. I masz świętą rację. Gdybym była bardziej świadoma to dieta podczas rozszeżania najstarszego była by zupełnie inna. Sama wierzyłam koncernom że to co ma napis dla dzieci jest dla nich zdrowe. Choć nie podawałam Danonków i Monte to są błędy których bym już nie zrobiła. Niestety ale sama jestem przykładem karmiony za dziecka wszystkim i całe życie zmagam się z otyłością. Najmłodszy nie zje sklepowych kaszek i innego syfu. Jaglanka to jego ulubiona kasza. Ugotowana z jabłkiem bez cukru jest słodka i smaczna i zdrowa. Staram się choć częściowo unikać tej wszechobecnej chemii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, czasem człowiek po prostu nie i kupuje, bo to "dla dzieci", a tak naprawdę powinno leżeć jak najdalej od produktów dla maluchów. Też staram się unikać tego chemicznego syfu. Czasem ktoś mi wypomni - że kiedyś się jadło .... i się żyje. No właśnie - kiedyś. Kiedyś też inne były składy jedzenia i ta chemia nie była tak wszechobecna jak teraz.

      Usuń
  6. Myślę tak samo. Brunon ma 4 miesiące i już teraz wiem, że słodyczy długo nie dostanie. Jest tyle zamienników na te sztuczne słodkości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Przy rozszerzaniu diety bądź uważna, bo różne rzeczy Brunon będzie dostawał w prezencie do zjedzenia :) Powodzenia!

      Usuń
  7. Całkowita prawda...cukier dosładzacze i inne świństwa są wkładane wszędzie. Dobrze, że coraz więcej rodziców ma tą świadomość i stara się w inny sposób zastąpić słodkości. Moje dziecko np. do szkoły bierze zamiast batona czy ciastka na podwieczorek- sałatkę owocową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że coś słodkiego od czasu do czasu może być. Ale gdyby tak nie wiedzieć i po prostu kupować to co "dla dzieci", to ten cukier byłby w każdym posiłku.

      Usuń
  8. Też się zarzekałam, że zero cukru. Ze względu na obciążenie genetyczne cukrzycą w rodzinie męża. Teraz od czasu do czasu Oli zje coś słodkiego np. dobrej jakości czekoladę czy ciasto domowej roboty. Nie unikniemy cukru. Możemy tylko go ograniczać. On jest nawet w przyprawach, które nie mają nic wspólnego ze słodkimi daniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu, to zupełnie normalne. Igor też je takie rzeczy i wiadomo, że będzie jadł. Tego się nie uniknie i to wiadomo. Jedyne co mnie przeraża, to jego nadmiar, bo gdyby tak nie czytać etykiet, to ten cukier byłby w każdym posiłku.

      Usuń
  9. Ha! Choruje dokładnie na to samo. Ile ja się zawsze naszukam dla młodej jedzenia! Na szczęście kaszki Holle są super. Ostatnio była z nimi afera mała, ale ja osobiście nie straciłam zaufania do nich.

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyjdzie moment batalii ze słodyczami...tego nie uniknie żaden rodzic. Od dietetyczek wiem, że najważniejsze w wyrobieniu prawidłowych nawyków są pierwsze 3 lata życia dziecka ( żadna nowość za pewne:)). Większość ludzi mówi, że skoro teraz dziecko nie dostaje to później nadrobi. Często tak bywa- jednak wtedy nie robi to takiej krzywdy organizmowi jak w początkowym etapie życia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałam o tym nadrabianiu, ale myślę, że nie ma reguły, a tak jak napisałaś warto wyrabiać dobre nawyki od początku.

      Usuń
  11. Tak trzymać! Ja gotowców mam zamiar używać tylko w przypadku jakiś wyjazdów czy szczególnych sytuacji (choć też nie na pewno) a tak to sama będę przygotowywać jej jedzenie. Na prawdę nie rozumiem, dlaczego cała żywnościówka idzie w taką stronę... Przecież ile więcej ludzi kupiłoby to gdyby było bez cukru czy innych zbędnych dodatków. /Justyna.

    OdpowiedzUsuń